Dzień po znakiem totalnej zmuły; 5 kaw w organizmie i nadal nie wiem, co tłumaczę, zamieniam literki na literki, a tu ani input sensu nie ma, ani output, dobrze, że poradników zdrowotnych nikt nie czyta. Nad postopisaniem też mi się knuć za bardzo nie chce, więc licząc na uśpienie czytelników, co tu może i zajrzą, zakatuję Was muzyką do wypłaszczania fal mózgowych, czyli Biosphere.
Biosphere - The Shield
Jakimś fanem ambientu zdeklarowanym to nie jestem, zresztą, no kurde - fan ambientu? Nie wiem, jakie cechy osobowościowe trzeba spełniać, żeby się tak określać, ale pewnie narkolepsja to sine qua non, a ja śpię raczej mało, dlatego też sięgam po takie płyty dość rzadko. Wkręciłem się Briana Eno (bo od czegoś trzeba zacząć), uwielbiam Pan American, szczególnie za 360 Business/360 Bypass (którą w ogóle, obk Music for Babies Howiego B mam za najlepszą ambientową płytę, jaka kiedykolwiek powstała) jednak to polarne klimaty Biosphere chyba […]
Popularity: 27% [Wg wyświetleń]


Przepraszamy. Komentarze są dla tego postu wyłączone...