Dzień pierwszy – klasyka, Carmody się spóźnia z Stolycy, więc tyle widziałem Afro Kolektyw, a to jedna z tych nielicznych polskich kapel, które kiedyś chcę obejrzeć live – szczególnie po wysłuchaniu koncertu w Trujce sprzed paru lat, bo był czysty ogień. Nic to, przynajmniej burza nas ominęła, a na miejsce wbiliśmy gdzieś w połowie koncertu Clinic.
Pierwszy wkurw – to nie to Clinic, na które się nastawiałem, to nie amerykańscy hardkorsi z lat 80-tych, jakimi się jarałem dobrych parę lat temu, tylko jacyś smętni szmaciarze z UK, których ratował przed totalna blamą tylko sceniczny dizajn (zajebany zresztą z Trylogii Illuminatus) 3 takie same kawałki pozwoliły się przekonać, że indie to dalej nie moja bajka i odkryć, że nagłośnienie na scenie leśnej jest cudne.
Clinic
Nastąpił czas na integrację z ludźmi z netu, co to ich pierwszy raz na oczy widziałem, choć zdążyliśmy już przez parę lat wymienić się muzycznie pewnie połową […]
Popularity: 7% [Wg wyświetleń]


Przepraszamy. Komentarze są dla tego postu wyłączone...