Z racji dzisiejszego niezidentyfikowanego święta, spora partia patrzydeł. Dla lepszego oglądu mogą się przydać Państwu powtórki z Konstantina Bronzita (Witchcraft), Cordella Barkera i Richarda Condie, bo nie byłoby tej trójki rewelacyjnych animatorów, gdyby nie pan o którym dziś - Paul van Driessen.
3 misses
Kariera Driessena zaczęła się tam, gdzie skończyły się lata 60-te – czyli przy produkcji beatelsowskiej Yellow Submarine, gdzie był jednym z współanimatorów, jedynym zresztą, który nie kończył żadnych artystowskich szkół, tylko po prostu wziął i sam się nauczył, jak robić animacje. Nauczył się tak dobrze, że dziś uznawany jest za jednego z najważniejszych twórców w tej dziedzinie, a półeczka na nagrody w jego domu ma rozmiar niewielkiego lotniczego hangaru. W latach 70-tych, jak każdy porządny animator wyemigrował do Kanady, gdzie oczywiście nawiązał współpracę z National Film Board of Canada.
The killing of an egg
O dziwo – nie został gwiazdą. Poza środowiskiem animatorów nie jest to nazwisko zbyt […]
Popularity: 17% [Wg wyświetleń]


Przepraszamy. Komentarze są dla tego postu wyłączone...