palenia, w szybkim tempie wykończy życie koncertowe w tym kraju. Impreza, gdzie ¾ publiki przebywa na zewnątrz, słuchając muzy przez przymknięte drzwi, bo tylko wtedy może zapalić, jest fajna raz, czy drugi, ale jeśli stanie się to standardem do którego nawołują różne mniej lub bardziej niezrównoważone jednostki, które z nudów lubią uprzykrzać życie normalnym ludziom, to blado widzę przyszłość sporej części klubów, nawet jeśli będą tam koncerty tak dobre, jak Real Tuesday Weld, czy Efterklang.
A w temacie samych koncertów – gdybym był bogatym angielskim gejem z Eaton, nosił marynarkę z herbem i uwielbiał teksty Dorothy Parker (spełniam tylko jeden z sześciu warunków), to koncert The Real Tuesday Weld byłby pewnie dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu.
Olbrzymi ładunek totalnie dandysowatego, oskarwildeowskiego odlotu, jakiego nie widziałem na scenie od czasów, kiedy David Bowie przestał się przebierać. Pięciu starszych już kolesi, którym udaje się na scenie wyczarować klimat prosto ze […]
Popularity: 2% [Wg wyświetleń]


Przepraszamy. Komentarze są dla tego postu wyłączone...